top of page
1989:90 Keith Jarrett The Carnegie Hall Concert.jpg

Ci, którzy nie odważą siÄ™ zmierzyć z najbardziej pożądanym nagraniem tego roku, mogÄ… zadowolić siÄ™ zÅ‚ożeniem zażalenia w ECM z powodu przeszmuglowanych pojÄ™kiwaÅ„, perkusyjnych jamów czy 19-minutowych obscenicznych oklasków wpuszczonych miÄ™dzy Å›cieżki. Nielicznym pozostaje przełączyć siÄ™ na "selective listening" lub - co zawsze jest w dobrym tonie - grzecznie potrzÄ…snąć biżuteriÄ…... oby nie za gloÅ›no.
MiÅ‚a wiadomość dla fanów jednej z najwiÄ™kszych osobowoÅ›ci wspóÅ‚czesnego jazzu. Zarejestrowane 26 wrzeÅ›nia 2005 r. jarretowskie tete a tete z publicznoÅ›ciÄ… Carrnegie Hall jest najlepszym solowym nagraniem muzyka od czasów koncertu z Kolonii. Nie da siÄ™ ukryć, że ostatnie poczynania Jarretta mogly zaniepokoić jego fanów. ZatrzasnÄ…Å‚ siÄ™ bowiem w nieco skomplikowanej sytuacji, kiedy reguÅ‚y jakie sobie narzuciÅ‚, zaczęły nim kierować.
Keith Jarrett powraca tu do formy sprzed 1997 roku, a zarazem kontynuuje zainicjowany przez "Radiance", które byÅ‚o ukÅ‚onem w stronÄ™ muzyki wspólczesnej i powrotem do free, zwrot ku improwizacjom solowym. Chociaż nowy album jest w pewnym sensie mniej radykalny niż "Radiance", to wciąż jednak ma kilka niespodzianek. Tym razem uraczyÅ‚ nas połączeniem klimatów webernowskich z klasykÄ… jazzu i bluesa bez absolutyzujÄ…cych pretensji wolnej improwizacji, o której Branford Marsalis pisaÅ‚, że jest w rzeczywistoÅ›ci "nudnÄ… i przewidywalnÄ… formÄ… prezentowania muzyki".
Poszczególne segmenty nie wynikajÄ… tu jednak z siebie tak bezpoÅ›rednio jak na "Radiance". Potrzeba nie lada wyczucia, żeby skojarzyć te 15 dysonansowych porcji przerywanej równowagi dynamik uporzÄ…dkowanych aperiodycznie za pomocÄ… dwóch serii ostrych, gryzÄ…cych siÄ™ harmonii, surowych kontrastów, szarpaniny najeżonych kanciastoÅ›ci i punktualistycznych zagubieÅ„. OczywiÅ›cie Jarrett wielkim pianistÄ… jest i jego solowe koncerty bywajÄ… mocno egocentryczne, tym razem jednak nie ulegÅ‚ pokusie, a przy okazji udowodniÅ‚, że jest także utalentowanym kompozytorem.
Jest to muzyka na wskroÅ› oryginalna, spajana osobowoÅ›ciÄ… twórcy i tematem, którym jest chyba rozprawa o czasie. Fizycznie sÅ‚yszalne rozgorÄ…czkowane chromatyczne zmagania pianisty ze sobÄ… i materiÄ… w postaci zagÄ™szczania otaczajÄ…cego go powietrza zatopionego w ciemnej, gÄ™stej fakturze, dajÄ… przeczucie tego samego "Bycia", o którym Heidegger pisaÅ‚, że jest Å›wiatÅ‚em. Nic nie brzmi jednak wtórnie. PróbujÄ…c tylko różnej jasnoÅ›ci/ciemnoÅ›ci i kontrastu obrazu przyrzÄ…dza muzyczne danie na sposób bardziej abstrakcyjny niż miaÅ‚o to miejsce choćby na "Radiance".
Należy docenić zatem bardziej wyważone formalnie kompozycje dyskretnych serii krótszych segmentów "improwizacji ustrukturyzowanej", autoreferencjalny namysÅ‚, ciemne brzmienie, dbaÅ‚ość o każdy dźwiÄ™k, interwaÅ‚ i ciszÄ™. Krótkie stresujÄ…ce atonalne zderzenia dźwiÄ™ków przypominajÄ…cych krysztaÅ‚owe struktury o wysoce kombinatorycznej symetrii sprawiajÄ… wrażenie, że segmenty równie szybko chwytajÄ… co transcenduje formÄ™ skomponowanej melodii. PorzÄ…dek dokonuje siÄ™ w natychmiastowoÅ›ci przyspieszeÅ„ i nagromadzeniu przestrzeni miÄ™dzy seriami przebiegów, w pauzach przed kolejnym wstrzÄ…sem szaleÅ„czych kantylen gospel, czy baletu fortepianowego. Poszukiwanie przebiega przez ekstrema na tle mÅ‚oteczkowania melancholii w niskich rejestrach, alteracji temp i zmiennej melodyki. Tylko basowe ostinato kusi obietnicÄ… inercji z jednakowÄ… uporczywoÅ›ciÄ….
Jarrett okrutnie rozprawia się z naiwnym uchem wzdychającym do epickich niebiańskich dłużyzn z Kolonii, czyhającym na owo "już" - serię kulminacji i rozładowań - wrzucając intymne, kolorowane pluśnięcia harmonii w przewrotną grę linii kontrapunktycznych. Fantastycznie energetyczną eksplozją bluesującego tańca w "True Blues" dowodzi, że dynamikę i melodyczność impresjonistycznych i lirycznych figuracji rozpiętych między nieprzyzwoicie przetworzonym banałem c i g dur i klarowność kanciastego klasycyzmu można uzgodnić w ramach jakiejś pokrętnej dialektyki.
Jednak oprócz intelektualnej ekwilibrystyki, fanów lirycznego Jarretta, jakiego znamy z wczeÅ›niejszych pÅ‚yt np. "Changeless", ucieszy nasycona impresjonistycznÄ… harmonikÄ… hymnowa "The Good America", czy zaskakujÄ…ca autoreferencjalna aranżacja klasycznej "My Song" z norweskich kwartetów Jarretta z dodanym nowym smakowitym napiÄ™ciem. PoruszajÄ…cy palÄ…cy apel o zatrzymanie czasu w "Time on My Hands", czy jazzujÄ…ca intymna improwizujÄ…ca ballada "Paint My Heart Red", aż siÄ™ proszÄ… o terapiÄ™ grupowÄ….
Jest to płyta uwierająca, pokrętnie stymulująca synapsy i wciągająca, z pikantnym dramaturgicznym elementem elektryfikującego głuchego napięcia i przypadku typowego dla nagrań na żywo. Idealny pretekst do tego, żeby choć na moment wgryźć się w miąższ czasu, rozpiętego, publicznego i skończonego. Co za alibi!...
W rezultacie dostajemy do rÄ…k rzecz niesÅ‚ychanie piÄ™knÄ…. Dowód na to, że nawet stosujÄ…c strategiÄ™ dekonstruowania standardów można grać je z przyjemnoÅ›ciÄ… dla obu stron.

To bez wątpienia najlepsza płyta 2006 roku.

Greta Wierzbińska (https://hi-fi.com.pl)

Release date: 22.09.2006
ECM 1989/90

CD 1
1 The Carnegie Hall Concert, Part 1
(Keith Jarrett)
09:18


2 The Carnegie Hall Concert, Part 2
(Keith Jarrett)
03:03


3 The Carnegie Hall Concert, Part 3
(Keith Jarrett)
04:15


4 The Carnegie Hall Concert, Part 4
(Keith Jarrett)
05:05


5 The Carnegie Hall Concert, Part 5
(Keith Jarrett)
08:50

​

CD 2
1 The Carnegie Hall Concert, Part 6
(Keith Jarrett)
06:27


2 The Carnegie Hall Concert, Part 7
(Keith Jarrett)
07:31


3 The Carnegie Hall Concert, Part 8
(Keith Jarrett)
04:43


4 The Carnegie Hall Concert, Part 9
(Keith Jarrett)
07:41


5 The Carnegie Hall Concert, Part 10
(Keith Jarrett)
06:49


6 The Good America
(Keith Jarrett)
04:41


7 Paint My Heart Red
(Keith Jarrett)
05:59


8 My Song
(Keith Jarrett)
05:07


9 True Blues
(Keith Jarrett)
04:16


10 Time On My Hands
(Harold Adamson, Mack Gordon, Vincent Youmans)
06:07
 

bottom of page